UPRZEDZENIA WZGLĘDEM ETYKI

Czy nie znaczy to, że pewne problemy mo­ralne – czy nie te z najważniejszych – mogą być rozwiązywane dopiero w metafizyce? Nie musiałyby być rozwiązywane w metafizyce tylko wtedy, gdyby podejmowane w ogóle nie były. Kto je jednak pod naporem egzysten- cjalnej potrzeby podjąć zechce, skazany jest na metafizykę, niezależnie od tego, czy poszukiwane przez siebie rozwiązanie w niej efektywnie znajdzie. Ale nawet ta pesymistyczna wizja nie usprawiedliwia pozostawienia pytań na uboczu, jakoby nie były problemami ludzi. Ludzkie problemy moralne mogą być rozwiązane tylko przez etykę z „przymiotnikiem”, etykę metodologicznie związaną z filozofią, a samo ich podjęcie oznacza już pozostawanie w orbicie filozofii. I nie widać, by komukolwiek, komu na tych problemach zależy, mogło zależeć na niezależności etyki od filozofii. Upierając się przy niezależ­ności etyki dawałby tylko dowód, że nie zależy mu na etyceGdzie więc leżą źródła uprzedzeń względem etyki filozoficznej, nie mówiąc już o etyce religijnej, u autorów, którzy skądinąd dali wiele dowodów na to, iż troska o etykę nie jest im bynajmniej obca? Wspomniano już, że wiąże się to z obawą heterogenizacji etyki jako teorii powinności moralnej z jednej strony, a z drugiej – z obawą sfałszowania autentycznie moralnej motywacji działania przez jej „opieranie na tezach metafizyki”. Wolno przypuszczać, iż chodzi tu o nieporozumienie.

ZAPOZNANIE POZNAWCZE

Przez tego rodzaju pytanie zostaje zatem wyrażone maksymalne zapotrze­bowanie poznawcze pytającego i ustanowiony nowy typ problematyki. Doma­ga się on odpowiedzi popartej racjami, które mógłby skutecznie przeciwsta­wić powstającym wątpliwościom, w świetle których mógłby widzieć, że nie może być inaczej aniżeli mówi mu o tym sumienie. Chodzi zatem o uzyska­nie głębszych aniżeli wymienione racji (oczywistość sądu sumienia, osoba jako godność), w świede których dalsze podtrzymywanie pytania byłobyjuż niedo­rzeczne. Pytający chce po prostu, by — mówiąc językiem Leibniza — „oczy­wistość doświadczenia” stała się „oczywistością rozumu”, Dopiero tego rodza­ju wiedza zdolna jest położyć kres tym niepokojom poznawczym. Stawiający te pytania nie idą najczęściej tak daleko w refleksji, by się zastanawiać, czy nas ludzi w ogóle na tego rodzaju wiedzę stać. Faktem jest jednak, że ludzie je stawiają i etyk nie może się z tym faktem nie liczyć. Czy musimy podtrzy­mać, czy też możemy uchylić ostatecznie zakwestionowanie sądów sumienia, których najgłębszą osnowę stanowi właśnie ta zasada? Pytania te mogą być rozwiązywane już tylko w ramach teorii istnienia człowieka, a dalej — w ramach teorii istnienia w ogóle.

W WYNIKU PYTANIA

W wyniku pytania tego typu zostaje więc sformułowane jakby votum nieufności w stosunku do samej podstawy i racji zobowiązania moral­nego: do osobowej godności człowieka. Czy „być człowiekiem” to istotnie dość, by dumaczyć charakter moralnej powinności? Jej obiektywny walor? Godność człowieka mająca być jej podstawą zdaje się tu napotykać na groź­nego dla siebie konkurenta w przygodoności człowieka. Czy istota istniejąca tak „względnie” może wiązać tak bezwzględnie? Przecież wszystko, co czło­wiek sobą realnie, a nie z pozoru tylko reprezentuje, ma koniec końców rację swej realności w tym, że w ogóle istnieje, że jest. Istnieje jednak tak zwiewnie! Czy śmierć pisana człowiekowi nie obnaża dostatecznie „iluzji” jego godności? Pytanie typu „dlaczego w ogóle”, kryjąc w swej treści zakwestiono­wanie godności człowieka, kwestionuje tu jakby walor samej naczelnej zasady etycznej. Czy przygodność istnienia osoby, okazując jakby pozorność racji uznanej za podstawę całej tej zasady, przekreślają ostatecznie, czy też odsła­nia niespodziewanie nową dla niej szansę, otwierającą się na nowo w mo­mencie jej zakwestionowania?

WALOR MORALNEJ POWINNOŚCI

Wówczas to jawi się chęć zakwestionowania w ogóle waloru moralnej powinności, jej przedmiotowej ważności. Pytamy wówczas: dlaczego powinniśmy to, co powinniśmy? — a nawet idąc do końca po linii wyznaczo­nej tym pytaniem zapytujemy: dlaczego w ogóle cokolwiek powinniśmy? Dlaczego w ogóle jesteśmy do czegokolwiek zobowiązani? Dlaczego mamy być w „matni dobra i zła” , a nie „poza dobrem i złem”? Czy powinność moralna nie jest iluzją? Odpowiedź, że przecież sumienie ujawnia nam tę powinność w sposób oczywisty, przestaje wystarczać, skoro tym pytaniem zostaje właśnie sumienie jako bezpośrednie źródło wiedzy moralnej (tj. w roli ważnie informującej instancji) postawione pod znakiem zapytania. Również wskazanie na godność osoby jako niewzruszoną podstawę powin­ności afirmowania jej w każdej sytuacji nie wystarcza, gdyż pytania te w swej istocie tę właśnie godność czynią „naruszalną”, wątpliwą. Czy nie znaczą one najczęściej tego: jak to jest, by coś istniejącego tak względnie – mogło rodzić zobowiązania tak bezwzględne? Czy oczywista przygodność istnienia osoby nie stanowi skazy na jej godności, czyjej wręcz nie niweczy, nie okazuje jej pozorności?

POTRZEBA POWIĄZANIA

Ograniczyliśmy się tylko do jednego przykładu z grupy pytań typu „Co powinienem?”, by unaocznić granicę tezy o niezależności etyki od filozofii i ukazać sensowność pojęcia etyki „z przymiotnikiem”, a nawet jej nieodzowność ze względu na te pytania. Można oczywiście tego typu pytań nie podej­mować, ale wówczas ogranicza się w sposób istotny problematykę etyki, przy czym trudno wskazać racje, które by mogły to usprawiedliwić. Potrzeba powiązania etyki z filozofią staje się nie mniej naglącą, gdy wziąć pod uwagę pytanie typu „dlaczego?”, zwłaszcza zaś pytania typu „dlaczego w ogóle cokolwiek powinienem?”, „dlaczego ostatecznie?” Niekiedy zdarza się, że wiemy doskonale, co powinniśmy; sumienie przemawia do nas jedno­znacznym językiem. Nie istnieje więc problem typu „co?”, za to jawi się inna trudność. Powinność moralna jest bezkompromisowa i nietolerancyjna w stosunku do wartości pozamoralnych, gdy te staną z nią w kolizji. Jest to więc kolizja innego typu niż poprzednie, „różnopłaszczyznowa”, co nie zna­czy, że nie przysparzająca równie wielkich tak praktycznych i teoretycznych kłopotów. Rezygnacja z cenionych i cennych wartości pozamoralnych, by pójść po linii powinności moralnej, nie przychodzi nam — jak wiadomo — bez oporów.

SZCZEGÓŁOWA TREŚĆ

Szczegółowej treści powinności moralnej jako pochodnej błędnego rozpoznania w zakresie tego, kim jest człowiek: istotą otwartą czy też zamkniętą na Absolut. Zależność etycznego sądu o słuszności postępowania od określonej tezy filozoficzno-antropologicz- nej nie może tu podlegać dyskusji. Wiedząc o tym trudno będzie nadal pod­trzymywać tezę, że uwikłanie się etyków w filozoficzne spory jest tylko wyra­zem ich metodologicznej niedojrzałości, skoro jak widać droga filozofii jest tu jedyną drogą do rozstrzygnięcia wcale nie peryferyjnych problemów mo­ralnych. O metodologicznej niedojrzałości świadczyłoby raczej podzielanie poglądu przeciwnego. Wypada tu zauważyć, że Kotarbiński z godną odnoto­wania, a nawet uznania, niekonsekwencją głosi (jako etyczny postulat) hasło wyzwolenia ludzi od przesądów religijnych, co przecież byłoby niemożliwe bez założenia określonej tezy (filozofii czy wiary) na temat tego, kim jest w swej istotnej zawartości człowiek. Zresztą w wyniku rozstrzygnięcia tego same­go problemu w myśl objawienia może również chrześcijański etyk głosić, tak samo w imię afirmacji człowieczeństwa, jako postulat etyczny kultywowanie postawy religijnej. Filozofia człowieka, niekonieczna do tego, by dostrzec powinność afirmowania człowieka, okazuje się (przynajmniej w pewnych sytuacjach) niezbędna do tego, by wiedzieć, co go efektywnie, a nie tylko z pozoru afirmuje.

SPÓR MARKSISTÓW

Oto także powód, dla którego spór marksistów z chrześcijanami o alie­nację nie jest z przypadku tylko, lecz ze swej istoty, sporem zarazem etycz­nym i filozoficzno-antropologicznym. Spór ten nie dzieli przecież partnerów w ten sposób, że jedni, np. marksiści, są za uczłowieczeniem, a chrześcijanie przeciw uczłowieczeniu człowieka lub vice versa. Spór idzie o to, co człowieka uczłowiecza, a co nie uczłowiecza i dlaczego go uczłowieczać może albo nie może. W podstawowym więc wymiarze spór ten liczy się na „chwałę” obu stron, świadczy o autentycznym zaangażowaniu się w sprawy człowieka, przy okazji raz jeszcze dowodząc, że samo źródło uznania podstawowej zasady etycznej ma charakter filozoficznie neutralny. Musimy jednak zaraz dodać: spór jest dlatego możliwy i tak namiętny, że odpowiedzi na temat tego, co uczłowiecza, a co nie uczłowiecza, są do tego stopnia przeciwstawne, że z punktu widzenia każdej ze spierających się stron etyczna teza przeciwnika wręcz neguje w swej szczegółowej treści naczelną zasadę etyczną. Obraca się przeciw afirmacji człowieczeństwa, staje się wręcz „niemoralna”. Na szczęście wolno przypuszczać, że spierający się obok treści („przedmiotu”) jako wy­znacznika moralnego charakteru czynu uznają również doniosłość czynnika intencji i, nie wątpiąc w dobrą wolę partnera, przypisują mu jedynie błąd w rozpoznaniu. Ale błąd w rozpoznaniu czego?

SEDNO PROBLEMU

Sedno problemu polega na tym, iż doświadczenie człowieka jako osoby, które jest niezbędne i już w zasadzie wystarcza do tego, by uznać go za godnego afirmacji dla niego samego, nie zawsze wystarcza do tego, by wiedzieć, co go w naszym działaniu skierowanym na niego rzeczywiście afirmuje, a co go nie afirmuje. Jakże ludzkim jest zatem pytanie: Quis ostendit nobis bona? Czy np. dzie­dzina aktywności ludzkiej objęta nazwą „religią” jest dziedziną, poprzez którą człowiek dokonuje aktów najbardziej dogłębnej afirmacji człowieczeństwa, czy też sferą aktywności zwróconej całkowicie przeciw niemu, sferą, w której się człowiek wyobcowuje, odczłowiecza? Kto zaprzeczy, że nie jest to pytanie etyczne? Na pytanie to chyba każdy człowiek musi sobie jakoś odpowiedzieć. Niezależnie od tego, jaka będzie odpowiedź na to pytanie, wypadnie ona tak lub inaczej w zależności od tego, jak zostanie rozstrzygnięty problem człowie­ka w takiej sferze, w której jedynie filozofia jest kompetentna. I w tych właś­nie wypadkach etyka jest i musi być zdana na filozofię. Uniezależnić się od niej można by tylko lekceważąc pytania z rzędu tych, jakie przypadkowo postawiono. Czyjednak potrafimy i czy wolno nam z tych pytań rezygnować?

NEUTRALNOŚĆ PROBLEMU

Wiadomo jednak rów­nież, iż w pewnym punkcie owa neutralność filozofii wobec etyki się kończy. W jakim? Otóż niepodobna nie docenić doniosłości jednomyślności etyków w proklamacji godności człowieka: człowieka należy afirmować! Ale oto raz po raz praktyka życia indywidualnego i zbiorowego domaga się jednoznacz­nej odpowiedzi na pytanie: jakie akty nadają się dla celu afirmacji człowieka, a jakie się do tego celu nie nadają? Którymi aktami afirmujemy efektywnie osobę własną, czy też osobę drugiego, partnera współżycia? Zasada afirmacji człowieka, jeśli nie ma pozostać tylko ogólnikowym manifestem, domaga się uszczegółowienia. Istnieje niewątpliwie szeroki zakres tego, co tu wiadome. Ale nie na tyle szeroki, by było wystarczające dla praktyki życia. Ciągle zmusza nas ona do wychodzenia z obrębu tego, co jasne na podstawie do­świadczenia moralnego w obręb tego, co nie jest bezpośrednio „oczywistością serca”, czego rozstrzygnięcie jest jednak nieodzowne dla podjęcia decyzji bądź zajęcia postaw, gdyż na neutralność nie zezwala nam… sumienie. Roz­strzygnięcia te jednak wchodzą w zakres rozwiązań problemów par excellen- ce filozoficznych, jak np. pytanie o to, kim bliżej jest człowiek jako ten, kto ze względu na swą godność ma się stać dla osoby-podmiotu przedmiotem afirmacji jako tego, co jest mu należne bezwarunkowo.

ISTOTNA SPRAWA

Sprawą istotną dla rozwiązania problemu metodologicznej autonomii etyki względem filozofii jest nie tylko spojrzenie na etykę z perspektywy jej przedmiotu i jego poznawczego ujęcia, czym się dotąd zajmowaliśmy. Równie istotną sprawą jest spojrzenie na etykę z per­spektywy jej celu wyrażonego spontanicznymi pytaniami ludzi, czyli z punktu widzenia jej problematyki. Jakiego typu pytania stawiane są przez ludzi w kontekstach moralnych? Czy zwolennicy etyki całkowicie niezależnej od filozofii i religii nie dokonują jakiejś selekcji wśród tych pytań? Jeśli tak, to czy o tym informują tych, do których się ze swymi propozycjami etycznymi zwracają? Ci ostatni mają wszakże prawo wiedzieć, czy oferowana im teoria jest oczekiwaną przez nich odpowiedzią na wszystkie czy też na niektóre tylko ich pytania. Zatem zwróćmy bliżej uwagę na te pytania. Podkreślono już znamienną jednomyślność etyków — reprezentujących skądinąd różne poglądy filozoficzne — w przedmiocie podstawowej zasady etycznej. Ateista głoszący „moralne orędzie Ewangelii” czy „niewierzący chrześcijanin” nie jestjuż dzisiaj dla nikogo szokiem. Ta pozytywna neutral­ność filozofii wobec etyki tłumaczy się właśnie tym, że powinność moralna jako coś swoistego i pierwotnego może być ujęta jedynie wprost i że w tym wypadku etyka po prostu zdana jest na samą siebie.