NAGLĄCA POTRZEBA

Nagląca potrzeba ich rozwikłania sprawia, że rodzi się filozofia, że — ściślej się wyrażając — nękani tymi rozterkami ludzie nie mogą nie wejść na szlaki filozoficznego myślenia. Autor Lęku i drżenia wyzna­je, że dramat Abrahama stał się z czasem tematem, który go bez reszty po­chłonął, stał się jedyną pasją jego życia. Dlaczego? Czy nie dlatego, że w dramacie „Ojca wiary” przeżywał swój dramat osobisty?Niech się zresztą sam wypowie. „Pewnego razu żył człowiek, który słyszał w dzieciństwie piękną opowieść o    tym, jak Bóg kusił Abrahama i jak się Abraham oparł kuszeniu, zachował wiarę i po raz drugi, wbrew oczekiwaniom, miał syna. Kiedy ten człowiek postarzał nieco, czytał tę samą opowieść z jeszcze większym podziwem; albo­wiem życie rozdzieliło to, co było połączone w pobożnej prostocie wieku dziecinnego. Im starszy stawał się ten człowiek, tym częściej wracał myślą do owej opowieści, zachwyt jego wciąż się wzmagał, ale przecież coraz mniej ją pojmował. Nareszcie zapomniał o wszystkim innym; duszę jego opanowało jedno tylko pragnienie — ujrzeć Abrahama, do jednego tęsknił — być świad­kiem owego wydarzenia. Nie pragnął oglądać pięknych krajobrazów Wscho­du ani ziemskiej piękności Ziemi Obiecanej, ani owej bogobojnej pary mał­żeńskiej, której Bóg pobłogosławił, ani szacownej postaci sędziwego patriar­chy, ani radosnej młodości Izaaka przez Boga podarowanego, nie miał nic przeciw temu, aby to wszystko działo się na jałowym stepie.

UJAWNIAJĄCA SIĘ POTRZEBA

Ujawniająca się w nich potrzeba podmiotu do dystansowania się wobec wszystkiego, co byłoby tylko pozorem wartości a nie rzeczywistą, prawdziwą wartością, to przecież nic innego, jak wyraz trafnego wyczucia, od której strony jego wolność może być najskuteczniej zagrożona. Sumienie wyzwala chroniąc przed zniewalającą mocą pozoru i udzielając głosu wyzwalającej człowieka mocy prawdy.„Transcendencja osoby w czynie to nie tylko samozależność, zależność OD WŁASNEGO ,JA”. WCHODZI W NIĄ RÓWNOCZEŚNIE MOMENT ZALEŻNOŚCI OD PRAWDY I MOMENT TEN OSTATECZNIE KSZTAŁTUJE WOLNOŚĆ. NIE REALIZUJE SIĘ ONA BO­WIEM PRZEZ PODPORZĄDKOWANIE SOBIE PRAWDY, ALE PRZEZ PODPORZĄDKOWANIE SIĘ prawdzie”. Ta wypowiedź Autora Osoby i czynu wyraża w lapidarnym skrócie główną myśl niniejszego artykułu. Nic dziwnego. W rzeczywistości bowiem artykuł ten pomyślany został jako próba skomentowania i popularyzacji przytoczonej wypowiedzi. Pomyślany został jako próba zachęty czytelnika do zetknięcia się z oryginalnym tekstem Osoby i czynu. Ten właśnie tekst, stano­wiąc całościowy kontekst przytoczonej wyżej wypowiedzi Autora, pełni do­piero rolę autentycznego komentarza jej sensu.

OGRANICZENIE I ZNIEWOLENIE

Ograniczenie i zniewolenie związane jest z brakiem poznania, z błędem, nie zaś z poznaniem, z prawdą. Prawda, chociaż domaga się od podmiotu uznania dla siebie, wcale go więc nie zniewala, ale wyzwala. Dlatego też samozależność jako taka nie sta­nowi jeszcze eo ipso o ludzkiej wolności ani nie gwarantuje podmiotowi autentycznej autonomii. Wolność tę konstytuuje dopiero samozależność w postaci samozwiązania się podmiotu z prawdą i poprzez prawdę z sądem „Powi­nienem!”. Sąd ten obowiązuje mnie, o ile jest moim sądem. Lecz to tylko warunek konieczny, nie wystarczający powinności moralnej i… wolności. Obowiązuje mnie nade wszystko dlatego, że jest prawdziwy. I tylko w do­mniemaniu JEGO PRAWDZIWOŚCI UMIEM GO WYDAĆ I CHCĘ GO WYDAĆ. I faktycznie go wydaję. Tu dopiero odsłania się nam cała rzeczywistość sumienia i jego rola jako narzędzia w służbie wolności człowieka. Wszelka inna alternatywa w stosunku do tej musiałaby niweczyć wolność podmiotu. Byłaby wprost gwałtem na niej lub przynajmniej jej zagrożeniem. Trudno tu raz jeszcze nie wrócić do faktu rozterek, poprzedzających wydanie sądu „Powinienem!”.

PRZECIWNA ALTERNATYWA

Aby się przekonać, że tak nie jest, wystarczy rozważyć alternatywę prze­ciwną w stosunku do odkrytej. Owszem, o prawdzie poznanej przez podmiot słusznie się mówi, że „zmusza” go ona do jej uznania i wydania odpowied­niego sądu. Temu zaprzeczyć nie można. Wszakże niepodobna również nie dostrzec, co oznacza owo „wymuszenie uznania prawdy” oglądane od strony „kapitulującego” wobec niej podmiotu. Podmiot bynajmniej nie uznaje możli­wości i konieczności udzielenia asercji, czyli swego przyzwolenia, prawdzie za ograniczenie swych możliwości, lecz raczej za ich poszerzenie i w tym sensie swe wyzwolenie. Wyzwolenie od niewoli niewiedzy, a nawet fałszu. Podmiot jako istota racjonalna, obdarzona rozumem, jest po prostu tak „skrojony”, że nie tylko nie umie, lecz nie chce udzielić swego przyzwolenia czemukolwiek poza prawdą. Chcieć nie-prawdy znaczyć by musiało dla pod­miotu chcieć odejść od siebie, zdradzić siebie. Wyrażenie, że prawda „wymu­sza na podmiocie uznanie dla siebie, jest z tego powodu nieco mylące. Prawda bowiem dla podmiotu jako istoty racjonalnej nie stanowi jakiegoś fatum, lecz szansę, którą on sam chce się wiązać.

ZNIEWOLENIE CZY WYZWOLENIE

Sąd ten zaś, jak już widzieliśmy, o tyle tylko nakłada na podmiot zobowiązanie moralne, o ile go podmiot sam stanowi, czyli o ile jest jego samozobowiązaniem. Wszystko to ujawniła nam już przeprowadzona wyżej analiza. Kluczowy moment tej ana­lizy polega jednak nie na tym, że podmiot widzi się zobowiązanym zawsze tylko wtedy, gdy sam odnośny sąd stanowi. Polega on raczej na tym, że podmiot odnośny sąd stanowi zawsze i tylko, gdy odnośny sąd uważa za wyraz swego świadectwa na rzecz poznanej i uznanej prawdy. Problem zatem, czy sumienie zniewala czy też wyzwala człowieka, zbiega się z py­taniem, czy moc prawdy jest mocą wyswobadzającą czy ograniczającą czło­wieka. Jest bowiem rzeczą jasną, że chociaż podmiot stanowi sąd „Powinie­nem!” i tylko wtedy sąd ten go obowiązuje, to jednak wcale nie stanowi prawdy tego sądu. Wydanie sądu „Powinienem!” w tym aspekcie jest wyra­zem uzależnienia się podmiotu od prawdy poznanego i dlatego właśnie wydanego przezeń sądu. Czy zatem to uzależnienie się od prawdy nie obna­ża ostatecznie pozoru wolności poprzez sumienie i czy nie pozostaje nam w końcu poprzestać na wolności pomimo sumienia?

WOLNY SPRAWCA

Zobowiązanie jawi się odtąd wobec wolnego sprawcy w sposób jednoznacznie określony, domagając się odeń określonego czynu. Czy zatem nie jest w końcu tak, że sumienie poręcza wolność podmiotu na etapie przygotowania do wydania odnośnego sądu, aby z chwilą jego wydania stać się już tylko źródłem jej ograniczenia? Odpowiedź na to pytanie polegać będzie w znacz­nej mierze na przypomnieniu rzeczy nam już znanych.Panowanie osoby nad determinacjami świata rzeczy i nad własną samo­wolą, widoczne już w trakcie szukania prawdziwego sądu o wartościach, nie maleje, lecz rośnie, owszem, osiąga swój szczyt z chwilą odkrycia „prawdy o dobru”. To, że prawda o dobru nas zobowiązuje, nie powinno nam wcale przesłaniać dystansu, jaki zyskaliśmy wobec wszystkich atrakcyjnych przed­miotów dzięki temu właśnie, że oglądamy je w jej świede. Przestrzeń wol­ności osoby nie maleje przez to, lecz poszerza swe granice.Faktem jest wszakże, że prawda o dobru rodzi zobowiązanie, wyrażające się sądem „Powinienem!” i stawia przez to przedmiot w „matni dobra i zła”. Ale, jak już widzieliśmy, matnia ta nie tylko nie niweczy wolności, lecz ją właśnie zakłada i tylko prowokuje do właściwego jej użycia. Następnie, „mat­nia dobra i zła” nie jest, co również skonstatowaliśmy, bynajmniej jakimś fatum, które ciąży nad podmiotem wbrew jego woli. Matnia ta przecież jest podmiotowi nakładana wraz z sądem „Powinienem!”.

ZNALEZIENIE ZROZUMIENIA

Niewoli, mogącej łatwo pozorować wolność, ponieważ występującej pod postacią samowoli lub nawet swawoli. Poprzez sumienie osoba uzyskuje panowanie nad swą samowolą. Dokonuje się to właśnie po­przez prawdę sądu „Powinienem!”. Sąd ten bowiem wskazuje nie tylko, które wartości są prawdziwe, czyli godne wyboru dla podmiotu, lecz również które chcenia podmiotu są prawdziwie, warte chcenia, czyli godne tego, kto się na nie decyduje, a które z tych chceń są tylko wyrazem ulegania naporowi atrakcji świata rzeczy. Sumienie zatem już na „etapie rozterki”: Czy chcę dobra? Czy dobrze chcę? — daje osobie moc skutecznego panowania światu rzeczy i nad światem rzeczy, moc panowania sobie i nad sobą.Podkreślono już jednak, że rozterka tłumaczy się w końcu przez to, co ją uchyla. Poszukiwanie znajduje swą zrozumiałość i uwieńczenie w znajdywa­niu, w odkryciu. Sumienie osiąga swój zenit w tym, że podmiot udziela głosu odkrytej przezeń prawdzie. Dlatego też jest ono sądem. Sąd bowiem jest właściwym „miejscem” objawiania się prawdy podmiotowi, jej stwierdzania uznawania przez podmiot. Z chwilą ujęcia i uznania prawdy o tym, co mnie zobowiązuje w sądzie „Powinienem!”, następuje kres niepewności i rozterek.

ZWIĄZEK PRAWDY Z SUMIENIEM

Związek prawdy z sumieniem staje się oczywisty, tak jak oczywisty jest zwią­zek sądu z prawdą. „Sumienie pojmowane całościowo jest zupełnie swoistym wysiłkiem osoby zmierzającym do ujęcia prawdy w dziedzinie wartości. Jest naprzód szukaniem prawdy i jej dociekaniem, zanim stanie się pewnością i sądem”.Rozterki poprzedzające wydanie sądu „Powinienem!” są godnym uwagi wyrazem transcendencji osoby poprzez sumienie, a tym samym wolności poprzez sumienie, względem tego, co można określić jako determinacja nacierająca na osobę od strony świata wartości. Poprzez sumienie, organ poszukiwania i ogłaszania prawdy o wartościach, osoba zachowuje swą „osob­ność” w świecie, swą nadrzędność wobec świata, panowanie nad nim. W tej funkcji sumienie pełni całkiem wyraźnie rolę narzędzia zabezpieczającego wolność osoby przed jej zdominowaniem przez świat rzeczy. Równocześnie sumienie stanowi narzędzie panowania osoby nad żywiołem samorzutnych chceń człowieka, chceń czy nawet zachceń, które bez poddania ich osądowi sumienia, osądowi prawdy, byłyby jedynie wyrazem niezróżnicowanej bez- -woli człowieka wobec aktualnego przyciągania świata rzeczy, bez-woli równej niewoli wobec rzeczy.

DYSTANS POPRZEZ PRAWDĘ

Owo wahanie to wszak nic innego, jak poszukiwanie sądu pradziwego o tym, czy to, czego chcę jest warte, czyli godne mojego chcenia lub wyboru i czy na wybór ten zasługuje. Czy warte jest, by go chcieć dla siebie czy dla kogoś drugiego. Pytanie, czy coś jest warte chcenia, jest tedy tylko innym wyrażeniem pytania, czy dana wartość lub dobro jest prawdziwą wartością lub prawdziwym dobrem. Warto tu także zauważyć, jak bardzo pytanie o to, czy dana wartość jest warta mojego chcenia, wiąże się z pytaniem o to, czy moje chcenie tej wartości jest mnie godne, czy mi się godzi chcieć tej wartości. Czy chcę prawdziwego dobra dla siebie lub innych chcąc tego oto? Czy wolno i czy powinienem tego chcieć? Wszystko to, to tylko różne formuły, wyrażające – przynajmniej równoważnie, jeśli już nie równoznacznie — to samo. W tych przykładowych pytaniach wyraża się swoiste napięcie, poprzedza­jące wydanie sądu „Powinienem!”, napięcie, które jest równocześnie naglącą potrzebą znalezienia odpowiedniej odpowiedzi. Wszak pytamy o coś tylko po to, by uzyskać właściwą odpowiedź i móc już więcej nie pytać. Któraż to jednak odpowiedź jest ową poszukiwaną, właściwą odpowiedzią? Czy me ta właśnie, która wskazuje, które z dóbr jawiących się w polu moich chceń czy pragnień jest rzeczywistym a nie pozornym tylko dobrem, a więc godnym wyboru, czyli tym właśnie, które zaafirmować czy też wybrać powinienem?

PODJĘCIE PRÓBY

Podejmując próbę w tym kierunku okazuję, że wyrażona mym sądem powinność obowiązuje mnie na tej samej podstawie, na której jest obowiązująca dla wszystkich innych — czyli dla każdego innego — w mej sytuacji. Jest to powinność obiektywnie ważna. Nie stwarzam jej zatem swym sądem, lecz ją tylko w sądzie tym stwierdzam i sądem tym uznaję, chociaż nie przestaję być jego wyłącznym autorem. Krótko: Nic nie może mnie moralnie zobowiązać tak długo, jak długo nie stanie się treścią mojego własnego sądu: „Powinienem!”. Ale też sam NIE zechcę NIGDY wydać tego sądu tak długo, jak długo się nie przeko­nam o jego prawdziwości. Dopiero w tym momencie sąd ten nabiera bowiem znamion istotnych dla sądu, aktu, poprzez który podmiot świadczy o pozna­nej i uznanej przez siebie prawdzie. Bez uwzględnienia tego wymiaru sumie­nia jego opis byłby niekompletny. Niezupełna pozostałaby również charakte­rystyka funkcji sumienia ze względu na wolność podmiotu. Zarówno ze względu na zupełność tego opisu, jak i ze względu na charakterystykę roli sumienia wobec podmiotu działania moralnego niepodobna nie docenić wagi już tych faktów, które poprzedzają wydanie sądu: „Powinienem!”. W fakcie „ważenia” racji „pro” i „contra” wyraża się bowiem swoisty dystans podmiotu względem przedmiotów jego własnych, możliwych czy aktualnych, chceń.